Google Website Translator

piątek, 3 lutego 2012

JAK POPULARYZOWAĆ NAUKĘ? - część 1

Dziś zaczynam ambitnie pytaniem, które niejako patronuje temu blogowi:  

Jak [dobrze, skutecznie, efe(y)ktownie] popularyzować naukę? 

Ale żeby było jasne, nawet nie śni mi się w pełni na nie odpowiedzieć, a chcę jedynie podzielić się z Wami moimi dotychczasowymi przemyśleniami. I jak zwykle, liczę na Wasze opnie i komentarze, na konstruktywną dyskusję, po prostu.  



"Uczeni na wykładzie", William Hogarth, 1736
 A żeby nie pisać od razu powieści (kto ma czas na  czytanie tego wszystkiego!), rozbiję tę dyskusję na kilka krótszych postów. Dziś chcę się skupić na pytaniu, jakie każdy popularyzator (czegokolwiek) musi sobie zadać na samym początku: 

KOMU tę naukę popularyzować?


Naturalnie, możemy się skupić na różnych grupach wiekowych (dzieci w wieku przedszkolnym, szkolnym, starsza młodzież, etc.) jak również na konkretnych pod-grupach w ramach tych grup (dorośli o wykształceniu średnim czy wyższym? studenci kierunków humanistycznych czy ścisłych?, etc.).  Jasne, że można być mniej lub bardziej wybrednym w swoim wyborze, ale każdy wybór niesie z sobą określone konsekwencje. Nie tylko w odniesieniu do formy przekazu, używanego języka czy podawanych szczegółów, ale też w kwestii rodzaju samych informacji jakie są poruszane, ich tematyki i znaczenia dla odbiorcy. Czyli można debatować czy do promowania konkretnych zagadnień nauki lepiej nadadzą się festiwale naukowe/telezja/książki/internet, ale jasne jest, że trudno będzie przekonać niepracującą gospodynię domową do wartości badań nad bozonami Higgsa czy do dyskusji nad wieloświatową interpretacją mechaniki kwantowej.

I rzecz nie w tym, że ta gospodyni nie jest w stanie tego pojąć, ale czas jaki musiałaby poświęcić na czytanie nawet najprostszych tekstów wprowadzających do tej tematyki nie kwalifikowałyby się już jako 'popularyzacja' nauki ale jako 'studiowanie' nauki, a nie o to chodzi. A po wszystkich tych wysiłkach mogłaby najprościej w świecie stwierdzić: mnie to nie dotyczy, więc mnie to nie obchodzi (o tym PO CO w ogóle popularyzaować naukę napiszę w następnych częsciach tej dyskusji).

By uniknąć tego typu wpadki, każdy popularyzator chce się upewnić, że omawiana tematyka będzie w pewien oczywisty sposób atrakcyjna dla odbiorcy i że nie będzie wymagała zbyt długiego wprowadzenia, by móc w stanie wyjaśnić przesłanie danego artykułu/badań. Jakie są więc "najpewniejsze" tematy?
  1. ZDROWIE i STARZENIE SIĘ (oraz wszystko co się z nimi wiąże), 
  2. URODA i 
  3. NOWOCZESNA TECHNOLOGIA mająca praktyczne zastosowanie w życiu codziennym. 
Dodatkowo, posty powinny być dość krótkie, ale treściwe, tak, by ludzie zajęci "prawdziwym życiem" nie zniechęcili się zbyt prędko do artykułów naukowych.
Wszystko to ma sens, ale też swoje konsekwencje:
  • tylko część prowadzonych badań naukowych jest wyjaśniana tzw. publice, reszta traci wartość
  • artykuły, które usiłują promować badania naukowe mają charakter "sensacji", są płytkie i powierzchowne 
  • artykuły takie są najczęściej pisane przez specjalistów krótkich, a popularnych form pisanych i audiowizualnych - dziennikarzy
Dlaczego uważam, że powyższe punkty stanowią problem (choć przecież nie muszą!), wyjaśnię w kolejnych postach.

A Was chciałabym zapytać, co Was przywodzi tutaj, na łamy tego bloga? Jakie zagadnienia nauki Was interesują? A może sami widzicie jakieś problemy związane z tym, jak nauka jest przekazywana szerszej publice? Piszcie proszę jak najwięcej, ten blog nie jest po to, bym terapeutycznie pisała sobie do ściany (czy raczej ekranu monitora), ale po to, by prowokować dyskusję i słyszeć Was głos! :)

Do przeczytania wkrótce! 

11 komentarzy:

  1. Witaj!

    Śledzę jakiś czas Twój blog i tak myślę, czy nie chciałabyś się dołączyć do klid.pl ?
    Portal w którym próbujemy publikować ciekawe i wartościowe znaleziska, starając się odsiewać rzeczy miałkie i nastawione na tanią sensację. Przy okazji mogłabyś się zareklamować :D
    Co do topowych tematów popularyzatorskich to może:
    1. Efektowne i proste sztuczki które można wykonać łatwo w domu – czyli jak zabłysnąć na imprezach towarzyskich – i przy okazji przemycić nieco nauki
    2. Szeroko pojęta przyszłość i wpływ technologii, futurologia: czyli coś w stylu ostatniej twórczości Michio Kaku
    3. Może jeszcze transhumanizm?
    PS
    Wybacz, że spamuję z tą reklamą na blogu, ale nie bardzo widzę bezpośredniego maila kontaktowego.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A witam :) bardzo dziekuje za zaproszenie/sugestie zarejestrowania sie na klid.pl, jak rowniez za zwrocenie uwagi, ze faktycznie nie udostepnilam swojego emaila! Blad juz ten naprawilam, ale mam jeszcze kilka pytan a propos samej strony, ktora poleciles. Czy mialbys cos przeciwko skontaktowania sie ze mna jeszcze raz przez maila, tak bym miala rowniez twoj adres? Z gory wielkie dzieki!

      Usuń
  2. Jak popularyzować naukę? Zapewne tak, jak wszystko inne - przez kojarzenie podawanej informacji z pobudzaniem ośrodków nagrody i metody też takie same stosować trzeba. O jednym tylko trzeba pamiętać: żeby być wyrachowanym. Popularyzacja nie może być celem samym w sobie, bo nic z tego nie wyjdzie.
    I to jest właśnie to, co uważam za najważniejsze i pierwsze pytanie- po co? I cierpliwie na odpowiedź zaczekam.

    OdpowiedzUsuń
  3. czekam na cześć 2 :) mam nadzieję, że już dodasz także tam gdzie karvon pisał posty wyżej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu, a ja mam takie oto pytanie - czy nauka w ogóle interesuje zwykłego zjadacza chleba? To co ludzi interesuje - tych zajętych "prawdziwym życiem" interesuje nie nauka, ale to co z tej nauki wynika. Co kogo interesuje jak działa i o co chodzi np. z takim LTE, gdy człowieka interesuje to jak szybki będzie mial internet? Istotny jest nie sam temat nauki, ale jej efektów.
    Szarego człowieczka nauka tak na prawdę nie interesuje, bo jak sama zauważyłaś - człowiek taki jest zajęty codziennością i inne ma priorytety. Więc czy jest sens ewangelizować na tak jałowym gruncie?

    OdpowiedzUsuń
  5. Inhet, Anonimowy i Simon :) super, ze poruszacie te kwestie: po co nauke popularyzowac? Zgadzam sie zupelnie z inhetem, ze to nie moze byc celem samym w sobie. I choc nie chce pisac tutaj zbyt wiele (napisze wiecej w nastepnych postach), ale jest jasne, ze nauka i jej zastosowania coraz czesciej staja sie czescia naszych wyborow spolecznych i politycznych. Dlatego tez istnieje gleboki sens popularyzacji nie tylko nauki, ale rowniez metody naukowej i krytycznego myslenia. A nastepne posty juz bardzo wkrotce, wielkie dzieki za slowa otuchy i za Wasze komentarze - dyskusja to to, co najbardziej sie liczy na tym blogu :) pozdrawiam wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet jeśli nauka nie interesuje zwykłego zjadacza chleba (w skrócie zzc, w opozycji do naukowego zjadacza chleba :D) to można wykorzystać jego pewne słabostki w słusznym celu na polskim gruncie. Nie odpowiada to oczywiście na pytanie o cel popularyzacji nauki, ale apriori zakładam, że jest to potrzebne - jakoś nie wyobrażam sobie nauki jako sztuki tajemnej dostępnej dla wybranych.

    Zauważyłem, że taki zzc chętnie posłucha, że polscy naukowcy zrobili coś lepiej niż (teraz już przysłowiowi) amerykańcy naukowcy. Czy japońscy, czy niemieccy. Duma narodowa jeszcze całkiem nieźle się trzyma. Podobnie jest ze Skłodowską, niemal bohaterką narodową. Każdy Polak ją kojarzy, niemal wszyscy są w stanie powiedzieć czym się zajmowała (choć ogólnikowo: radioaktywność, może jeszcze polon i rad) i wie, że dostała Nagrodę Nobla. A to przecież typowy przykład naukowca, zzc powinien być całkowicie obojętny!
    Może gdyby jakiś współczesny polski naukowiec dostałby Nobla, to sytuacja poprawiłaby się? Taki żywy wzór do naśladowania, dowód na to, że Polak potrafi.
    PS
    Chyba powstał mały offtop, mam nadzieję, że będzie mi wybaczone :D

    OdpowiedzUsuń
  7. ''Może gdyby jakiś współczesny polski naukowiec dostałby Nobla, to sytuacja poprawiłaby się?''

    Karvon-ie sądzę, że tak! Od ostatnich sukcesów w dziedzinach naukowych minął wiek 1903/1911 :)oczywiście były Noble pokojowe i z literatury w między czasie ale gdyby tak dostać ponownie z którejś z dziedzin naukowych byłby to niesamowity zastrzyk energii dla propagowania i popularyzowania nauki w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
  8. karvon, mysle, ze to naprawde ciekawa perspektywa! faktycznie, kto jak kto, ale Polacy sa DUMNI. I wystarczy jakis sukces i automatycznie stajemy sie ekspertami w skokach narciarskich, siatkowce czy biatlonie ;) tylko jak na ironie, posiadanie faworyta naukowego spowodowaloby jego.. no wlasnie, faworyzowanie! czyli zapomnij o krytycznym spojrzeniu na jej/jego badania czy nauke w ogole ;) moge sobie tylko wyobrazic innych (nie daj boze, amerykanskich czy rosyjskich!) naukowcow krytykujacych 'naszego czlowieka' - na pewno bylibysmy gotowi wyslac husaria w obronie honoru narodowego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  9. @Simon: Nauka może zainteresować osoby, które się nią zawodowo nie zajmują, tylko trzeba ją umieć przedstawić w przystępny i atrakcyjny sposób. Tłumy odwiedzające Centrum Nauki Kopernik i naukowe imprezy plenerowe to nie tylko wycieczki szkolne ;)

    @karvon: Fakt - Nobel byłby zdecydowanie pomocny w lansowaniu nauki :) Ale póki co, trzeba sobie radzić bez takiego "wsparcia" :)

    OdpowiedzUsuń